Sukces nie da Ci szczęścia
Dlaczego ciężka praca i sukces bez konkretnego celu prowadzi do wypalenia i czemu wzór na szczęście jest kompletnie odwrotny.
Problem, który znam aż za dobrze
Żyjemy w systemie, który od dziecka wpaja nam prosty schemat:
ciężka praca → sukces → szczęście
Brzmi logicznie, motywująco i… podejrzanie prosto?
Prawda jest taka, że życie rzadko działa według prostych strzałek.
Sukces, który nie daje szczęścia
Przez ostatnie dobre 5 lat zasuwałem. Wiesz jak to jest, ciągle w pracy, często po godzinach, nieustannie do przodu.
Z perspektywy obserwatora?
Same sukcesy:
- spłacony kredyt
- dobra kasa
- samochód w leasingu
Checklistę „udane życie” mógłbym odhaczyć bez wahania.
Problem w tym, że nie byłem szczęśliwy
Nie czułem, że to, co robię, zostawia po sobie większą wartość. Miałem wrażenie, że po prostu jestem, a nie żyję. Pieniądze i sukces kompletnie rozstroiły mi radar celu. Dobra materialne stały się celem samym w sobie. A to, z mojego doświadczenia, jest autostradą do wypalenia zawodowego.
A wypalenie? To paskudne uczucie:
- nic się nie chce,
- trudno być wydajnym,
- trudno robić cokolwiek sensownie.
Dlaczego tak wielu z nas w to wpada
Obawiam się, że takich osób jak ja jest dużo więcej. Nie ma się co jednak obwiniać. Nie ma czasu tego analizować - znacznie łatwiej:
- zarabiać coraz więcej,
- awansować,
- kupować kolejne dobra materialne
…niż:
- szczerze poznać siebie,
- zadać sobie pytanie dlaczego,
- zastanowić się, po co robimy to, co robimy.
Zwłaszcza jako programiści. Czy to, co tworzysz, to tylko kolejny projekt? Czy stoi za tym jakaś idea? Czy to w ogóle Twoja droga, czy po prostu dobrze płatna?
Odwrócenie wzoru
W pewnym momencie dotarło do mnie coś bardzo prostego i bardzo niewygodnego.
Ten wzór jest… odwrotny.
Żeby mieć satysfakcjonujące, pełne sukcesów życie zawodowe, trzeba zacząć od szczęścia
To własnie bycie szczęśliwym sprawia, że:
- chce Ci się wstawać rano do roboty,
- chce Ci się pracować,
- jesteś bardziej skupiony i efektywny.
A dopiero to prowadzi do sukcesu.
Schemat wygląda więc następująco:
szczęście → efektywna praca → sukces
I nagle sukces przestaje być obsesją, bo jesteś już w miejscu, do którego większość ludzi dopiero próbuje dotrzeć.
No dobra, fajnie - ale jak zacząć być szczęśliwym?
Nie mam złotej recepty, ale mam krótki przepis, który u mnie działa zaskakująco dobrze.
- Poznaj siebie: jak myślisz, dlaczego reagujesz tak, a nie inaczej oraz zrozum co Cię naprawdę napędza.
- Wyznacz cel, który wynika z tego, czego chcesz, a nie z tego, co „trzeba”.
- Podziel cel na mniejsze, mierzalne wyzwania.
- Rozpisz, czego potrzebujesz do pierwszego wyzwania
Jakich nawyków, działań, decyzji. W skrócie - co Ci pomoże, a co będzie przeszkadzać?
- Po osiągnięciu celu - definiuj kolejny
I nie chodzi nawet o to, że w ten sposób szybciej dojdziesz do upragnionego stanu (choć to też).
Znacznie ważniejsze jest coś innego.
Dlaczego droga i wyznaczenie kolejnego celu są ważniejsze niż cel?
Szczęście bardzo rzadko siedzi na mecie. Kiedy osiągasz cel to się adaptujesz.
Nasz mózg to przebiegła bestia.
- Kupić własne mieszkanie? Po pół roku to normalka.
- Nowy samochód z salonu? Przestaje robić wrażenie szybciej, niż myślisz.
Sama realizacja wyzwań, poczucie ruchu, sensu i sprawczości daje więcej szczęścia niż sam fakt „osiągnięcia”.
Co ciekawe - działa to też w drugą stronę. Adaptujemy się również do trudnych sytuacji.
Masz willę z basenem i nowe auto? Wrócisz do prostszego życia i po czasie też się zaadaptujesz bez trwałego uszczerbku na szczęściu. Trust me, I’m engineer 🥲
CodeStoryBro powstał właśnie z tego miejsca
Z potrzeby sensu, autentyczności i budowania czegoś, co wykracza poza „kolejny projekt”.
Chcę opowiadać historie o drodze, o decyzjach, o błędach, o szukaniu własnego „dlaczego”. Jeśli ten tekst sprawił, że choć na chwilę się zatrzymałeś - to znaczy, że było warto. 😁